Casio – wciąż trzyma fason
Niejeden z nas ma swoje ukochane firmy, z którymi pod żadnym pozorem nie byłby w stanie się rozstać. Taka konsumencka psia wierność posiada zwykle podwójne oblicze. Z jednej strony może być związana z pewnym sentymentem i nie mieć związku z jakością. Na drugim krańcu jest natomiast lojalność uzasadniona tym, że dany produkt jest zwyczajnie najlepszy w swojej klasie. Moja wierność przedsiębiorstwu casio bez cienia wątpliwości uwarunkowana została tym drugim czynnikiem i teraz trudno byłoby mi spoglądać na inny zegarek.
Nie należę jednak go grona „markowych fundamentalistów”. Jeżeli tylko casio obniży loty i zegarek nie spełni moich potrzeb, bez zawahania przerzucę się na coś innego. Dlatego nie rozumiem ludzi, którzy dali się złapać w marketingową pułapkę i wydają bajońskie sumy na markowe rzeczy, które obiektywnie rzecz ujmując są zwyczajnie słabe. Na chwilę obecną w każdej branży wiele istnieje takich marek, które zwyczajnie istnieją tylko dzięki zdobytej lata temu sławie. Lecz taki profil biznesowy na pewno nie sprawdzi się na dłuższą metę, bo nawet ci najbardziej fanatyczni piewcy marki nie dadzą się nabierać w nieskończoność.
Całe szczęście, że do tej pory nie stanąłem przed dylematem między lojalnością a satysfakcją z zakupu, choć, jak wzmiankowałem przed chwilą, raczej nie wahałbym się przesadnie. Żaden zegarek casio, który kupiłem nie rozczarował mnie. I oby tak dalej. Leży to zarówno w interesie moim, jak i firmy casio. Bo może tak się tylko zgrywam i gdyby doszło do mojego zerwania z firmą, uroniłbym łezkę?
Tagi: Casio, zegarek, zegarek casio
Komentarze